środa, 26 sierpnia 2009

Amste...lveen czyli prawie Amsterdam.

Amste...lveen czyli prawie Amsterdam.
Ta część Amstelveen w której mieszkam składa się z:
- w 95 % z wysokich (jak na holenderskie standardy, czyli, powiedzmy, wyższych niż 6 pięter) budynków mieszkalnych, w której mieszkają studenci i jakieś szemrane typy. Mieszkam w niebieskim Tower, które tym różni się od żółtego i zielonego Tower, że ma niebieskie balkony, a nie żółte czy zielone. Poza tym wszystko takie samo. A więc: głównie Holendrzy, jedynie może co ósmy student to student z zagranicy; cisza, spokój, wspólna kuchnia pełna dziwnych przedmiotów (kiedyś to opiszę, na razie niech pozostanie tajemnicą). Zupełnie inaczej jest w Guesthousie, gdzie mieszkają tylko i wyłącznie zagraniczni studenci, pokoje są duże mniejsze, nie tylko kuchnie, ale i łazienki są wspólne, balkony są ze sobą połączone i ogólnie rzecz biorąc warunki mieszkaniowe są dużo gorsze, natomiast atmosfera - dużo bardziej 'international', czyli, nie owijając w bawełnę, imprezowo-alkoholowo-marihuanowa. Momentami żałuję, że nie mieszkam w guesthousie, ale dobrez wiem, że kiedy zacznie się semestr, o wiele lepszym miejsce do życia (i nauki przede wszystkim) będzie Tower.
- z centrum sportowego VU, które jes tuż obok mojego budynku (wystarczy przejść przez ulicę) i które jest świetnie wyposażone i nowoczesne (wchodzi się na podstawie odcisku palca; nie da się więc wejść na 'karnet' znajomego; chyba, że odrąbie się mu palec, schowa do kieszeni i sprytnie użyje przy wejściu - nie mam zamiaru próbować). Obecnie wszystko tam jest za darmo, ale od przyszłego tygodnia trzeba płacić - planuję kupić roczny bilet na siłownię za 150 euro i chodzić jak najczęściej.
- studenckiego centrum kulturalnego 'Giroffen', o którym na razie niewiele wiem, bo nie było czasu się zainteresować i w którym jest chyba jakieś pseudokino - jeszcze to sprawdzę (to przecież 100 m od mojego budynku)
- siedziby DUWO (to oni wynajmują studentom pokoje), gdzie chodzę średnio raz dziennie, a to się zarejestrować, a to zgłosić, że nie działa tv, a to wyjaśnić nieporozumie dot. opłaty za wrzesień (przez pomyłkę zażądali jej po raz drugi), a to coś tam coś tam. Ale jest miło, Panie, o dziwo, rozmawiają ze mną po niderlandzku i jest darmowa kawa.
- oraz oczywiście CAFE UILENSTEDE - jedynej 'kawiarni-pubu-baru-restauracji-klubu-miejsca spotkań studentów' w okolicy. Z faktu, że Cafe Uilenstede jest jedynym pubem tutaj wynika całkiem pozytywny wniosek: otóż jeśli poczujesz nagle, że chcesz z kimś pogadać/napić się/pointegrować, idziesz po prostu do Cafe Uilenstede i tam od razu znajdujesz kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt twarzy (zależy od pory), które znasz dzięki wcześniejszym imprezom integracyjnym. Cafe Uilenstede ma tutaj kultowy status i jest prawdziwym sercem tego, bądź co bądź, największego skupiska studentów w największym mieście Holandii. Piwo - 1,95 euro, tyle, że jest to "normalne" piwo, co tutaj oznacza nasze małe piwo (o,25l); w przeliczeniu na zł cena straszna, ale w porównaniu z Amsterdamem - tanio.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz